Polecany

Znowu jesień nadeszła i słota,

drzewom liście opadły i krzewom

słońce w chmurach się kładzie do snu,

deszcz nokturny wygrywa na szybach.

słowem smutek, nostalgia i nuda.

Zamiast siedzieć z nosem na kwintę,

topić smutki w szklance z herbatą,

przybądź lepiej na nasze spotkanie,

bo my ‚UCZTĘ” serwujemy i radość.

To Ursynów rozprasza zły nastrój,

amatorzy witają radośnie,

wyciągają swoje prace z szuflady,

Tobie w darze ofiarować je chcą

Małe szczęście

Małe szczęście ulicą szło,

uśmiechnięte od ucha do ucha,

w rączce niosło mały kwiat,

przekrzywiony beret na ucho.

Coś pod małym noskiem nuciło

i co chwila rozlegał się śmiech,

taki szczery śmiech, radosny,

smutek od nas odpływał gdzieś.

I nie było to szczęście bogate,

na ubraniu miało kilka łat,

w małych butach wytarte noski,

lecz radością zarażało świat.

Jechał w Audi bogaty pan

i go w aucie rozpierała duma-

coś załatwił, komuś spokój skradł

,

więc się cieszył tak, jak umiał,

Dojrzał szczęście idące ulicą

i zrobiło się mu szczęścia żal,

bo zobaczył, że szczęście ubogie,

tak przemierza beztrosko świat.

Chciał pan zabrać szczęście do domu,

ubrać, obuć i dać ciepły kąt,

lecz go szczęście głośno wyśmiało

nie chcę służyć dla jednego człowieka,

lecz  dla wszystkich cząstkę siebie chcę dać.

Totalny cyrk

Nasze życie, jak arena podrzędnego cyrku,

tylko nie wiesz, kto jest małpką a kto lwem,

kto żongluje sprawnie

a kto wciąż upuszcza gwiazdki

z garści roziskrzonych lat.

Spójrz, na linę pod kopułą

błazen wlazł,

teraz się kurczowo trzyma słupa,

woltyżerka z konia spada raz po raz

a orkiestra drze się ‚ nie ta nuta’.

Małpa pochwyciła treserski bat,

lwu przed nosem  macha , jak maczugą,

słoń  na pupie usiadł

i na trąbie zagrać chce solówę.

Chociaż cyrk podrzędny,to biletów brak,

los sam rozprowadził plik miejscówek

i choć nadal nie wiesz,

ile widowisko będzie trwać,

nikt z widowni nie opuszcza miejsc,

taka to życiowa nasza fucha

Słowo

Ledwo budził się ponury dzień,

coś w me okno  zapukało cichutko-

małe Słowo chciało wejść pod dach,

bo za oknem jest ponuro i smutno.

I zostało ze mną , malutkie,

czasem bawi się, czasem śmieje do łez,

czasem śpiewa na ramieniu cichutko,

czasem ziewa i utulam do snu.

Są też dni, kiedy płacze i szlocha,

lecz dlaczego, tego nie wie nikt,

nie chce mówić- sama nie pytam,

uspokajam a ono drży.

Odkąd ze mną  Słowo  zamieszkało,

jest w mym domu i radość i łzy

i nadzieja na dobre jutro

i wspomnienia minionych dni

Tęsknota za…

Dziś umilkły janczary u sań,

nie parskają konie ochoczo

i nie pędzą kuligi przez las,

dzisiaj z grilla kiełbasa i boczek.

Kiedy spadnie puszysty śnieg,

poszukajmy sań i koników

i jak kiedyś, wyruszmy w las

z pochodniami, śpiewem, muzyką.

Ulotność czasu

Gdzieś się zatraciło,

to, co ważne było,

zmieniły się piorytety

i wiek.

Gdzieś w dal odleciało,

co być zawsze miało,

słyszę dziś diabelski śmiech.

Było kiedyś ładne

a dziś  szare, zbladłe,

siedzi w kącie i łka.

I po co to było,

po co się cieszyło

a dziś tylko smutek i żal

SŁOWO

Z wiatrem dzisiaj przyleciał ten zew

‚ kochaj’

szepcze echo, lecz gdzie,

gdzie się kryje ten, który wzdycha

i do kogo wysyła wołanie?

‚Kochaj’

tyle w słowie zamkniętych nut,

tyle ciepłych i czułych słów,

tyle gestów i pieszczot miłosnych.

Tu są kwiaty i blask złotych świec,

tu jest bicie dwóch zgodnych serc,

w takim jednym, przejmującym wołaniu

Prześmiewca

Idę, idę, z trudem przez świat,

wór doświadczeń plecy obciąża,

wiatr  uparcie w plecy mi dmie,

że krok zrobić , ledwo nadążę.

A ten wisus w głos śmieje się

‚ co tak słabo przebierasz nóżkami

i tak wleczesz się, jak chory słoń,

marzysz  wlec się za ślimakami’?

Tak bym w nos pacnęła na odlew

lecz gdzie nos ta gadzina ma?

Ech, daruję, bo szkoda zdrowia,

niech i on w końcu radochę ma

Nadzieja

Naprzeciw  wstającego dnia

idziemy razem on, ty i ja

i chociaż jeszcze trwa nocy mrok,

wciągamy brzuchy, równamy krok.

Idziemy w przyszłość do blasku dnia,

dość mamy łez i dosyć zła

Prowadzić będzie nas wspólny cel,

połączmy siły, zanućmy pieśń.

Naprzeciw wstającego dnia,

gdy  zimna cisza nocy trwa,

słychać nasz krok, nadziei zew,

porusza nami odwaga, gniew.

Czas- wędrowiec

Dziś Czas nas odwiedził,

hen, z dalekich stron,

konia rozkulbaczył

i przy ogniu siadł.

Hej, nalejcie wina,

niechaj dźwięczy szkło,

gdy ruszymy w drogę,

by się raźnie szło.

Konia mi nakarmcie

i dajcie mu pić,

to żywe stworzenie i też musi żyć.

Posiedzę chwileczkę

i ruszę do gwiazd,

bo Czas musi być w ruchu

i nie może stać.