Weteranom

Poszli tam,

by o czyjąś wolność się bić,

by o cudze nadstawiać karku,

bo tak kazał żołnierski los

i ten Orzeł zdobiący czapkę.

Co zdobyli?

Miedziaków garść

i ran wiele na życie całe,

ich koledzy zdobyli śmierć.

Eskapada nie warta tego wcale.

W głowie nadal huczy świst kul,

jęki rannych, przyjaciół i wrogów,

wojny przerażający świat i łzy.

Ofiara krwi niepotrzebna nikomu

Pomiędzy

Między jedną  a drugą łzą,

między tylko skrzywieniem ust

a radosnym, ufnym uśmiechem-

czas na miłość.

Między ciszą a krzykiem rąk,

między serca ostatnimi tonami,

jest czas na ugodę,

czas na rozejm.

Podaj rękę,

niech odpłynie niepewność i lęk,

niech POMIĘDZY

nikt nie zostawia pustych przestrzeni,

bo wtedy wdziera się ZŁO

Ptasie ploteczki

Ptak- posłaniec

przyfrunął na okno,

swoim śpiewem przekazuje wieść-

ktoś tak kochał,

że serce mu pękło.

Gdzie to było?

A gdzieś.

Tam, daleko,

za siedmioma górami,

zbudowano miasto na wodzie,

otoczono je murem z piasku,

by nie bało się żadnej powodzi.

Czarny bocian

przyfrunął zza mórz,

przyniósł w dziobie

kwiat jednej nocy,

lecz ty wiesz, tobie złożył u stóp.

Nie zostawił? No, cóż!

Ptak odfrunął

a na oknie zostało

czarne piórko,

widoczna pamiątka.

Chcesz wierzyć, to wierz

w ptasie plotki przyniesione w dziobie

*************

Usnęły wiecznym snem ogromne gady,

Ziemia już nie drży od ich stóp.

Bóg zesłał Ziemi ssaki w darze,

teraz królują one tu.

Pamiętać , jednak, trzeba o tym,

że nic w kosmosie nie trwa wiecznie

i kiedyś ssaki też usłyszą ‚ pa’,

coście stworzyli piach zasypie,

niepamięć wieków, czasu mgła

Syzyfowa praca II

Próbuję skleić rozbity dzban

ze snów nierealnych i marzeń.

Używam kleju z najczulszych słów

i wniosków z przeszłych zdarzeń.

Jednak spoiwo za słabe jest,

leży znów skorup kupka,

nim dopasuję do części część,

rozpada się dzbana połówka.

Na nic wysiłek i mój trud,

to syzyfowa praca.

Z tego efektu nie ma nic a nic,

więc trud się nie opłaca

Umarłe miasto

Poznałam umarłe miasto,

od domów, ulic wiał mróz,

na ludzkich twarzach smutek i rozpacz,

w ich oczach nie było już nic.

Zasypia miasto mroźnym snem,

spowalnia własny bieg.

Gdzie praca dla tych ludzi?

Odeszła dawno, hen!

Morskie wilki

Hen, daleko, w zamorskim porcie

do rejsu załoga się zbiera,

czysty pokład w słoneczku lśni

a o burtę gruba wanta obija.

Dokąd, chłopcy znowu was gna?

Tutaj , w porcie czekają dziewczyny.

Znowu, nocą będą się śnić,

wy będziecie swoje życie przeklinać.

Taki to marynarza psi los,

morze z siłą tajfunu przyzywa

i czy słońce, mgła lub deszcz

każe statkom z portów wypływać.

Mewa w morze odprowadzi srebrzysta,

może będzie słychać śpiew syreny,

niebo zacznie się chmurzyć, wiać wiatr

i ktoś zaklnie- ‚ będzie sztorm. Do cholery’

Każdy swoje miejsce ma

Z każdego kąta wypełza smutek,

na środku siedzi nadęta samotność,

pod pachą trzyma worek łez.

Mówią, że nigdzie się już nie ruszą,

bo mój dom to najlepsze miejsce jest.

Idźcie do diabła, mówię im,

nie chcę mieć z wami sztamy.

Dziś piękna wiosna zapukała w drzwi

i z nią wspólne mamy sprawy.

Czasami, kiedy niepogody czas

i deszcz o szyby stuka,

mały smuteczek może przejść przez próg,

lecz stałego miejsca niech nie szuka