Miasto nieujarzmione

Już przebrzmiały kanonady i strzały,

z morza ruin unosi się dym.

Wypędzono mieszkańców Warszawy,

w martwym mieście  nie pozostał nikt.

Wróg z wściekłości pali domów kikuty,

by tu więcej nie zostało już nic,

krzyczą w niebo wypalone źrenice

wybitych okien i wyrwanych z zawiasów drzwi.

To rachunek za 63 dni,

za nieugiętość, za bohaterstwo  ludzi

i za morze przelanej krwi

i za to, że ma tu być POLSKA

Powstańcy Warszawy

Autostradą nieba

idą Powstańcy Warszawy,

liczną grupą , ze zdziwieniem w oku-

czemu aż tu  zagnał ich los.

Tak tu cicho na niebieskich błoniach,

zniknęły barykady z ulicy,

do  warszawskich dzieci nie strzela nikt.

Święty Piotr już bramę nieba otwiera-

wybacz Panie,

że nas taka bezładna gromada,,

maszerować dzieci nie uczył przecież nikt

Świt

Patrz, powolutku budzi się dzień,

oczy swoje przeciera i ziewa.

jak kotarę, rozwiesił mgłę,

będzie się w niej kąpał teraz.

Okna domów zaspane,

jeszcze prawie puste ulice,

ktoś, szybko podąża chodnikiem,

w ciszy słychać miarowy krok

List do nieznanej siostry

Nie chcę już samotnie błądzić wśród gwiazd,

Mleczną Drogą,z martwych planet

i pytać, czemu tylko mnie dał Pan

żywą komórkę przyszłych zdarzeń.

Gdzieś, hen, daleko, po za zmysłami-

nie słyszy ucho, nie dojrzy oko-

krąży nie jedna siostra- planeta,

podobna do mnie, chociaż nie ta.

Odpowiedz , siostro,

czy na twych lądach wiedzie spokojnie żywot ktoś,

kto myśli, czuje, kocha i tworzy,

ma wielkie serce, odróżnia dobro od zła?

Odpowiedz , siostro, daj jakiś znak

Twoja Ziemia

Miłość komputerowca

Chciałem się z twego życia

wylogować  po cichutku,

na paluszkach, tak raz- dwa,

ale klawisz , wyłącz’ się zacina

i nadal znajomość nasza trwa.

Klikam ‚ spacja;,

chociaż wiem, że to bez sensu,

klikam w różne klawisze

a tu ‚ nie wyłączaj, aktualizuję’ słyszę,

‚operacja komputerowa trwa’

Jak tu się rozstać,

gdy komputerowo połączył nas los

i teraz złośliwie na łączach nas trzyma.

Chyba oddam do serwisu, niech ma,

skoro to taka złośliwa maszyna

Na górze

O wczorajszy dzień opieram stopy,

za poduszkę białą chmurę mam,

dwa promyki od słoneczka wzięłam,

za kołdrę posłuży mi mgła.

Tak mi dobrze, o niczym nie myślę,

nic nie martwi,nie złości, nie wkurza,

wokół tylko cisza i spokój,

tak tu błogo, na górze

W szranki

Kto ci pozwolił

opuścić gardę, CZŁOWIEKU,

opuścić gardę,

przestać walczyć o własny los.

To nic, że wokół nie krążą potwory,

ale to w tobie czai się zło.

Przez pokolenia obrosłeś sadłem,

zardzewiał w pochwie miecz,

twoja zbroja już się rozpadła

a ty nie robisz nic.

Więc stań w szranki

z samym sobą,

pokaż innym, że jesteś KTOŚ,

Ze potrafisz jeszcze zwyciężać

i nie pokona cię jakieś zło

Wiatr

Spójrz, już się niebo rozchmurza,

powiał wiatr,

rozwiał chmury idące na burzę,

teraz w drzewach i kwiatach tańczy,

na wierzbowych gałązkach gra

i nad stawem tatarakiem się bawi,

kaczym pisklętom przygrywa do snu