Lato

Rozsiadło się lato wygodnie,

ma na nosie okulary i krem,

założyło kapok i płetwy

i nad wodą opala się.

Jeszcze trochę zostanę tu z wami,

potem przyjdzie pożegnać się,

przyleci jesień

ze swoimi deszczami,i nad pola przypłynie mgła

Warszawo!

Jest takie miasto-

nieugięte, niezłomne i silne,

przeszło tyle historycznych burz.

Kiedy ktoś myślał, że już go nie ma,

ono z kolan podrywało się znów..

Przed wiekami,  urzekły Warsa i Sawę

mazowiecka puszcza i Wisły brzeg,

tutaj zapuścili korzenie,

tutaj założyli  plemienia dom.

Od tamtej pory , wypiękniało i rozrosło się miasto

i tyle razy chciał je zniszczyć wróg,

lecz Ty zawsze , zwyciężałaś, Warszawo

i jak kiedyś będzie trzeba, zwyciężymy znów

Nasze sirocco

Od rozgrzanej ziemi, pól i łąk,

od rozpalonych upałem kamienic,

skoczył aż do nieba

gorący wiatr,

dał nadzieję, że chmurami przykryje słońce.

A on tylko pogonił w dal

białe chmury, bez kropli wody

i do sadu z rozpędu wpadł,

kilka jabłek zrzucił do stóp,

kilka śliwek rozbił o ziemię

i zmęczony pod krzakiem padł

szukać w cieniu spokoju, ochłody

Tu, gdzie jestem…

Ja nie mieszkam w seraju sułtana

i nie jestem hurysą ze snów,

wiodę żywot skromny, spokojny,

nikt nie musi mi padać do stóp.

Czasem smutek zamieszka ze mną,

czasem radość odwiedzi mój dom,

czasem motyl przysiądzie na oknie,

sroka w okno zapuka puk- puk.

Zimą , w śniegu się bawią wróbelki,

wiosną ogród zakwita kwiatami,

a jesienią wiatr szarpie listkami,

znów namawia mój ogród do snu

Letni wiatr

Cwaniak, wiatr

cichuteńko przycupnął w krzewach

i udaje, że nie ma go tu.

Potem , nagle się zerwie

i poderwie z ziemi, suche liście i piach.

I zatańczy kankana,

nam fryzury potarga,

chmury zmusi do lotu w dal.

Ach, ten wiatr,

letni łobuz, ciągła chęć do zabawy

nim ze śmiechem pobiegnie w świat

Pertraktacje

Słuchaj, życie,

ja się nie chcę wykłócać z tobą

o każdy dzień,

o każdy radosny uśmiech,

o każdą niechcianą łzę.

Proszę, a to co znowu za mina,

jakby bolał cię ząb?

Pomyśl tylko i nie przeginaj,

chcę, by zgodnie nam szło-

odpuść mi polubownie,

kilka najbliższych lat

a ja ci podziękuję,

bo jeszcze nie zbrzydł mi świat

Skwerek

Grają cienie o popołudniowej porze,

gdy listkami kołysze wiatr,

słońce ukosem spogląda na ziemię,

złotym paskiem zaznacza swój ślad.

Na ławeczce skwerku, plotkarskie kumoszki

omawiają sensacje dnia-

co i za co, dlaczego, po ile,

i co TA znowu w sobie takiego ma.

A gołębie, bez względu na porę,

maszerują dostojnie za ziarnem, za chlebem,

żeby mieć tylko pełen brzuch.

Znaczą potem swą obecność na betonie alejek

szarym nalotem zostawionych kup

Moja Polsko

Polsko, z samego serca Europy,

tyle na Tobie zadawnionych ran,

tyle razy wróg myślał, żeś poległa

a Ty tej opinii zadawałaś kłam.

Trudna, bolesna historia

i trudny jest każdy dzień,

bo wciąż się, Polsko odradzasz z popiołów

i gospodarki budujesz zrąb.

Tyle Twych dzieci w świat odleciało,

w obcych krajach znaleźli dom

a Ty liczysz, że kiedyś powrócą,

jak bociany do polskich łąk.

Cierpliwie, jak Matka, wychodzisz na próg,

w dłoniach trzymając latarenki światło.

by nie zbłądzili pośród obcych dróg-

oni kiedyś wrócą, Matko

Miłość

Po czerwonym dywanie

powinna iść miłość,

z naręczem czerwonych róż.

W oczach mieć  wesołe iskierki

i spokojną, rozmarzoną twarz.

Tylko radość nieść sobą powinna,

ani jednego zmartwienia czy łzy,

bo przecież miłość

od wszystkiego, co znamy,

powinna być inna

a jaka bywa to każdy z nas wie.