Jak Feniks

Jaka cisza w  umarłym mieście,

krzyczą krzyże w nieba otchłanie,

przerażony kot biegnie ulicą,

spalonych domów przeskakuje gruz.

A wróg swą wściekłość oddaje miastu,

któremu morze wytoczył krwi

i ogniem pali, choć życie tu zgasło

i z bohaterstwa mieszkańców drwi.

Nie będzie  miasto pomnikiem wojny,

symbolem siły, podłości, zła,

powrócą ludzie do swego miasta,

bo ono serca tych ludzi ma.

I jak ten Feniks , powstanie z popiołów,

odrodzi się,  zapomni o łzach

i dokąd będą żyli w nim ludzie,

nidgy nie zapomną o potwornych dniach

Dokąd człowieku

Nie nadążam za współczesnym światem,

przeraża mnie buta i zło,

gdzieś odeszła miłość i spokój,

czy o to nam ludziom szło?

Wokół  w krwi padają narody,

wali się znany świat,

jedni drugim odbierają hektary,

honor, wolność i dom.

Dokąd pędzisz z wściekłością, człowieku,

jak t5a oślepiona ćma,

jaką jeszcze broń wymyślisz,

ile jeszcze dokonasz zła?

Ból

Rozciągnięty , jak struna ból,

sięga nieba, piekła i raju.

Opanował każdą komórkę i nerw,

już się siły z ciałem żegnają

Ból-

już poznałeś każdy narząd i splot.

Ból-

opanował i obezwładnił ciało.

Pragniesz tylko, żeby odszedł precz

i zostawił resztkę rozumu i woli

Koma

Obudź się,

już do tańca obudził się wiatr

i wesoło po polach pomyka.

Obudź się,

już się zbudził słoneczny blask

i wesoło wywija walczyka.

Deszcz drobniutki

na listeczkach przygrywa do tańca

i by rytmu nie gubić,

tańczy lekko, na palcach.

Aty śpisz,

a ty oczy zamknięte masz,

zamiast tańczyć,

z Morfeuszem odpływasz w dal

Cebrzyk

Poceruję wszystkie dziury w cebrzyku,

zalutuj, zagipsuję każdą z nich.

Potem szczęście będę łowić cebrzykiem,

prosić , by zechciało ze mną być.

Jednak cebrzyk z wiekiem tak popękał,

tyle w nim otworów zrobił czas,

że nie uda się  nim łowić szczęścia,

bo ulotne, kruche, nie chce nas.

Moja jesień

Moja jesień idzie przez park,

nogą trąca brązowe liście.

Na gałęzi  rozśpiewał się ptak,

ale smutno, bez cienia radości.

Może tęskni za słońcem gorącym,

za ciepłymi nocami lub majem,

a tu słońce skryte za mgłą

i niewiele ciepła nam daje.

Może partnerka pofrunęła gdzieś

i on ją przywołuje śpiewem,

a może miłość skończyła się,

nie rozumiem ptaka, więc nie wiem

W moim sercu też jesienny wiatr

przedmuchuje przedsionki, komory,

twierdzi, że przeminął na miłostki czas,

na upadki, wzloty, humory

Bilans

Wygładziłam już życiowe zmarszczki,

wygłaskałam swoje dawne sny,

z ram wyjęłam to, co kiedyś było ważne,

spakowałam cudny zmierzch i piękny świt.

Ważę, mierzę swoje marne życie,

może da odpowiedź ten katalog cen,

bo już nie wiem, co umieścić

w ‚ mam’, co w ‚ nie mam’,

czy w pasywa mogę wpisać słowo ‚my’.

Ja przez życie już przeczłapię pomaleńku,

tak za nogą noga, w jeden rytm,

coś pozyskam

i nie jedno jeszcze stracę,

ale zanim to przeżyję,

nie potwierdzę ani nie zaprzeczę temu dziś

Dom

Wybuduję dom z piernika,

okna z białej perły dam,

w wielkim domu piękne meble,

tylko czemu jestem sam?

Ze szkła wybuduję chatę

złoty komin chacie dam

i wysrebrzę wszystkie ściany,

tylko nadal jestem sam

W swoim sercu dom zbuduję,

mały, ciasny, ale tam

opromienię go miłością

i już nie zostanę sam