Nadzieja

Naprzeciw  wstającego dnia

idziemy razem on, ty i ja

i chociaż jeszcze trwa nocy mrok,

wciągamy brzuchy, równamy krok.

Idziemy w przyszłość do blasku dnia,

dość mamy łez i dosyć zła

Prowadzić będzie nas wspólny cel,

połączmy siły, zanućmy pieśń.

Naprzeciw wstającego dnia,

gdy  zimna cisza nocy trwa,

słychać nasz krok, nadziei zew,

porusza nami odwaga, gniew.

Czas- wędrowiec

Dziś Czas nas odwiedził,

hen, z dalekich stron,

konia rozkulbaczył

i przy ogniu siadł.

Hej, nalejcie wina,

niechaj dźwięczy szkło,

gdy ruszymy w drogę,

by się raźnie szło.

Konia mi nakarmcie

i dajcie mu pić,

to żywe stworzenie i też musi żyć.

Posiedzę chwileczkę

i ruszę do gwiazd,

bo Czas musi być w ruchu

i nie może stać.

Śmierć

Gdy przychodzi, nie słyszysz pukania,

nikt nie pyta, czy może wejść,

tylko twarz blednie, zastyga,

krew odpływa, powoli, gdzieś.

I nie widzisz, czy stoi u głowy

dama z kosą, bez skóry i ciała

i nie czujesz zimnego podmuchu,

że kostucha ci kogoś zabrała.

odchodzimy po cichu,

zostawiamy serca rozdarte

i wspomnienia, bo może dla kogoś

nasze życie było coś warte.

Grzech

Jakże słodki jest cudzy grzech,

jakie wielkie ma oczy,

uszy chyba sięgają dna-

piekło nim by zauroczył.

Nasza świętość naprzeciw jest,

jak ten diament błyszczący w mroku,

taki czysty, taki bez  śladu skaz,

idylliczny.

A że czasem  i nam,

los okrutny podstawi nogę

i się trafi grzeszek lub dwa,

to się zdarza, to nic,

każda biel ma wiele odcieni.

Dla nich, grzesznych,

piekielne czeluście,

dla nas, świętych, niebiański Raj,

ale czart nam piecyk rozpali,

by nie było nam zimno i żal

Memento mori

Tańczą na  grobach

zniczy ognie,

słychać westchnienia,

czasem płacz,

wiatr pośród liści

cicho szepcze

‚ memento mori’

musisz znać.

Kto się urodził,

odejść musi

dziś, jutro, kiedyś,

któregoś dnia.

Zostanie pamięć, znicze, kwiaty

i ‚ memento mori’-

prawda ta

Coś

Coś

nam w sercach przez moment płonęło

i zgasło,

coś.

I ku sobie , jak magnes ciągnęło

obiecując cudowne dni,

coś.

Ale szczęście drogę zgubiło

i zniknęło, jak dym,

potem znów powróciło

to coś.

Znów uczuciem mamiło,

wysyłało zwodnicze sygnały,

sercu, duszy rozterek dodało,

coś.

Idź do diabła, zwodnicze coś,

twoich gierek na prawdę, już dość,

tych mamideł, kuszenia, półprawdy.

Jednak żal, czegoś żal,

jakaś pustka zostaje,

nadal czekasz na COŚ

Cienie

Pośród liści pożółkłych dziś

szukam cieni minionych dni,

ciepła dłoni i serca czyjegoś.

Odpowiada mi wiatr,

jakby ze mnie się śmiał-

co minęło, nigdy nie wróci.

Ludzka radość, jak kwiat

raz zakwita, trwa krótko,

przemija.

Nie poszukuj więc dziś

tamtych cieni,

niech w pamięci się snują.

Inna data co dnia,

niech twe życie spokojnie przemija.